WIECZÓR
TRZECH
KRÓLI

Czujesz słońce na twarzy, piasek i smak soli. Przecierasz ręką oczy – łzawią. Pieczenie i ból. Dopiero teraz budzi się ciało wymęczone walką z nocną burzą. Słona woda między palcami. Otwarta rana nie pozwala ci się podnieść. Jesteś rozbitkiem – możesz zacząć swoje życie od początku.

Dwanaście dni między Bożym Narodzeniem a świętem Trzech Króli było w elżbietańskiej Anglii czasem zabaw i balów do bladego świtu. Był to czas karnawału, wytrącony z trajektorii codzienności i ram prawa, gdzie nawet najpoważniejsze naruszenia hierarchii rozkazów były zapominane. Możecie robić co zechcecie aż do wieczoru 6 stycznia. Tekst pod oryginalnym tytułem „Twelfth night or what you will” został napisany przez Williama Shakespeare’a w szczytowym punkcie jego kariery – tuż po „Wiele hałasu o nic”, „Juliuszu Cezarze”, ale przed „Hamletem”.

Borczuch zamienia Szekspirowską komedię pomyłek w tragedię małych różnic. I tragikomedię arbitralnych wyborów. Jego postacie męczą się w swoich ciałach, w swojej ustawicznie negocjowanej płci, ale raz wplątane w tę grę, brną w nią do końca. Nakłada na siebie obrazy – inteligentne i dowcipne, o intrygującej urodzie – by stworzyć kapryśną, płynną rzeczywistość, która zdaje się żyć własnym życiem, daleko bogatszym niż to opowiadane słowami.