LEPIEJ
TAM NIE
IDŹ

Wyruszamy w las. Idziemy ze stacji Szamocin do szamocińskiego domu dziecka. Około 20 minut, ściśle nadzorowani i konwojowani przez dzieci. Obowiązują same zakazy i nakazy, na przykład nakaz maszerowania w parach z mściwą radością egzekwowany na nieznających się widzach tej samej płci. Dzieci bardzo łatwo osiągają stany podwyższonej agresji, jakby w tym traktacie o tym, czy człowiek jest z natury dobry czy zły, decyzję podjęto z góry.

Spektakl powstał z udziałem dzieci związanych z Domem Dziecka w Szamocinie oraz młodych ludzi z teatru „Stacja Szamocin”, prowadzonego przez lokalną społeczniczkę i artystkę Lubę Zarembińską. Młodzi aktorzy wcielili się w rozmaite potwory – szalone, dziwne, piękne, a czasem przerażające – toczące symboliczna walkę dobra ze złem. Razem z zespołem dorosłych twórców współtworzyli scenografię, światła i materiały audiowizualne do spektaklu, a w przedstawieniu partnerowali im aktorzy Narodowego Starego Teatru w Krakowie. W procesie improwizacji powstało przedstawienie z jednej strony baśniowe i oniryczne, z drugiej – ostro wydobywające temat biedy i niesprawiedliwości świata.

Dzieciństwo zajmuje centralne miejsce w spektaklach Michała Borczucha. Z jego perspektywy reżyser opisuje współczesną kulturę. Dla „Lepiej tam nie idź” luźną inspiracją było opowiadanie Howarda Philipsa Lovecrafta „Zew Cthulhu”. Michał Borczuch trafił jednak na coś straszniejszego niż mroczne fantazje o złowrogich pradawnych bóstwach – ujrzał kapitalizm polskich peryferiów. Dziewczynki i chłopcy przyjmują role pracodawców i pracowników. Bawią się w upokarzanie i oszukiwanie pracownika, w donosy i wyzwiska. Sporo tu okrucieństwa. Jednocześnie mali aktorzy mają z wykrzykiwania kwestii menedżerów karbowych niesłychany ubaw. Skąd w powstałych na drodze improwizacji scenach takie wzorce zachowań się wzięły? Wzięło się też skądś wyobrażenie o ogłupiającym charakterze śmieciowej pracy – pokazanej tu przez uderzanie kamieniem o kamień.